To zdarzyło się w Pierwszy dzień Zimy.
Obudziłam się jak zwykle o godzinie 8 bo mój kochany braciszek musiał rzucać się po domu jak jakiś mamut.
Wstałam i ubrałam się bo czekał mnie ciężki dzień, ponieważ szłam do mojej pierwszej pracy. Zeszłam na dół, chwycilam coś do jedzenia i ruszyłam na podbój świata : D
Wchodząc na schody nie zauważyłam mojego brata deskorolki i potknełam się o nią spadając z samej góry. Na szczęście nic sobie poważnego nie zrobiłam, więc otrzepałam się ze śniegu i ruszyłam przed siebie.
Droga była bardzo śliska i ciężko było się nie wywrócić ale jakoś dałam radę dojść do pracy.
Poszłam do przebieralni, ubrać się w mój mundurek i stanełam przy kasie w McDonaldzie. Praca nie była ciężka, czasamia mogłam chwycić coś do przekąszenia. Zbliżało się popołudnie, gdy na moje miejsce miał przyjść druga zmiana. Gdy wychodziłam już z pracy natknełam się na kolesia który niósł pudełka , nie zauważył mnie i wpadł prosto na mnie, po czym wywaliłam się i zwichnełam sobie nadgarstek.
Momentalnie odstawił pudełka na bok i pomógł mi wstać. Przeprosił i poszedł dalej a ja ruszyłam do domu.
Nic ciekawego się nie zdarzyło oprócz moich nieszczęsnych upadków.
Następnego dnia poszłam o tej samej godzinie co dnia poprzedniego, robiłam dokładnie to samo co tamtym razem i nudziła mnie ta robota. Chodziłam nabuzowana i czułam że mogę więcej niż pakowanie hamburgerów.
Tego dnia przyszła stała klientka która była w złym humorze i wymyślała nie wiadomo co, coś czego nie było u nas. Zaczeła mnie porządnie denerwować i wkońcu wybuchnełam :
- Zastanowi się pani wkońcu czy może pani sama sobie tu wejdzie i zrobi to zamówienie?
Oburzona rzuciła torebką o ladę i wyszła sfochana nie wracając już tu więcej.
Myślałam że tego dnia już nic więcej mnie nie wkurzy ale jednak myliłam się. Godzinę później podeszła do mnie szefowa, dowiadując się co wydarzyło się wcześniej, z wiadomością że już tu nie pracuję.
Z miłą chęcią oddałam jej mój uniform i poszłam do domu. Kierując się w tamtą stronę ujrzałam jakąś dziewczynę który siedzi na trawie cała zapłakana. Podeszłam do niej, a obok niej były zdjęcia z jakimś chłopakiem, spytałam czemu płaczę. Ona podniosła wzrok,i w penym momencie wtuliła się we mnie. Siedziałam tak razem z nią z dobre 10 minut, gdy uspokoiła się trochę, opowiedziała mi że chłopak z którym była tak długo ją zdradzał i zostawił. Było mi jej przykro, posiedziałam z nią i pocieszałam ją że to nie mam sensu płakać, jego strata. Na poprawę humoru zabrałam ją na lody, opowiedziała mi o sobie i o tym chłopaku. Widać było że ona bardzo go kochała i że boli ją to co zrobił. Pokazała mi jego zdjęcie i wtedy mnie olśniło. Przecież ja go znam, to on wpadl na mnie z tymi kartonami...
Koniec Części Pierwszej :)
Elo Czytelnicy ;) Co tam ? Wybaczcie że tak długo nie pisałam ale ostatnio nie miałam czasu wymyśleć coś ciekawego i nowego , postaram się bywać częściej :) Miłego czytania :*